Samochodowe zestawy nawigacyjne są bliskie ideału - proste w obsłudze i wyposażone w dokładne mapy Polski. Problem pojawia się jednak, gdy chcemy wykorzystać je również do pieszych wędrówek po górskich szczytach. Obecnie żaden z nich nie ma map topograficznych naszego kraju, kompasu czy też funkcji, które wykorzystamy przy pokonywaniu wzniesień. Właśnie dlatego postanowiłem dokonać zestawienia trzech modeli ręcznych odbiorników Garmina, zaczynając od najtańszego modelu eTrex, poprzez popularny eTrex Legend, a kończąc na topowym modelu 60CSx.
Wybór odbiorników nie był zupełnie przypadkowy. Specjalnie wybrałem trzy modele, zaczynając od “żywej legendy” wśród górskich traperów - Garmin eTrex, przezywanego ze względu na swoją kolorystykę “Żółtkiem”, poprzez zmodernizowany model eTrex Legend, kończąc na bardzo zaawansowanym technicznie, ale i też kosztującym odpowiednio do możliwości, modelu 60 CSx. Przekonajmy się zatem, czy jakość i funkcje zawsze idą w parze z wysoką ceną, czy też może znacznie tańsze modele pozytywnie nas zaskoczą.
Garmin eTrex i jego konkurent eTrex Legend:“Żółtek” swoim wyposażeniem i funkcjonalnością nie wywołuje u mnie nagłego stanu euforii. Trudno się temu dziwić, ponieważ ten model Garmina jest już na rynku parę ładnych lat, przez co nie może konkurować z nowoczesnymi konstrukcjami, nawet tymi z najniższej półki. Co jednak jest w nim takiego, że mimo swego sędziwego wieku, ciągle jest dostępny w sprzedaży i znajduje swoich odbiorców? Jest tak oczywiście za sprawą ceny -
499 zł to naprawdę bardzo ciekawa propozycja dla tych, którzy nie chcą wydawać fortuny na odbiornik, wykorzystywany jedynie w czasie letniego urlopu. Korzystanie z “Żółtka” opiera się na prostej zasadzie - przemieszczamy się z A do B za pomocą zapisanych w pamięci punktów początku i końca trasy (zwanych waypointami). ETrex zdolny jest przechować 500 waypointów. Jak to wygląda w praktyce? Wyruszając w góry, w menu wybieramy “Zaznacz” i odtąd na ekranie będzie przemieszczał się mały człowieczek rysujący przebytą przez nas trasę (ślad). Ma to swoje wady, bo nie zawsze możemy podążać do celu prosto jak po nitce. Jednak dysponując już narysowanym śladem, w drodze powrotnej możemy już wykorzystać go do nawigacji.
Po przełączeniu ekranu przejdziemy do komputera podróży. Możemy sprawdzić naszą maksymalną, średnią i aktualną prędkość, dzienną odległość, czas ruchu i postoju. Wszystkie parametry wyświetlane były poprawnie i zgadzały się ze stanem faktycznym. Cieszy też miodowe podświetlenie wyświetlacza - nie jest zbyt jaskrawe.
Gdy eTrex odmówi dalszej współpracy i oznajmi nam, że jego energia słabnie, nie musimy gnać do auta i go podładowywać czy też wozić ze sobą jakichś wynalazków. Wystarczy ściągnąć gumowe wieczko z tyłu, wsadzić 2 paluszki AA i cieszyć się dalszą nawigacją przez 22 godziny - tyle bowiem “Żółtek” wytrzymuje na bateriach. Tutaj kończą się jego zalety. Do urządzenia nie można wgrać żadnych map, więc zapomnijmy o wykorzystywaniu go w warunkach drogowych przy pomocy GPMapy. Nie możemy również wgrać map topograficznych. Po tych wszystkich moich „narzekaniach” pewnie zastanawiacie się, czy bym go kupił?… Myślę, że przy moich eskapadach w góry, które odbywają się bardzo rzadko, brałbym ten model Garmina pod uwagę ze względu na jego prostą obsługę i atrakcyjną cenę.
Czas przejść do następcy eTrexa - modelu eTrex Legend. Mam nadzieję, że Legend będzie miał wszystkie dodatkowe funkcje, których brakowało mi w „Żółtku”…

Najbardziej rzucającymi się w oczy zmianami w stosunku do poprzednika są przeźroczysto-niebieska obudowa i joystick umieszczony w lewym narożniku nad ekranem. Po uruchomieniu od razu zauważyłem, że wyświetlacz jest znacznie lepszej jakości. Znajdziemy tu również to, czego bardzo mi brakowało - możliwość wgrywania map. We wbudowanej pamięci o pojemności 8 MB możemy umieścić szczegółowe informacje topograficzne wybranych obszarów lub nawet mapę całej Polski, choć o niezbyt dużej dokładności. Ponadto w stałej pamięci urządzenia znajduje się mapa bazowa całego Świata, zawierająca jedynie główne miasta oraz nieco bardziej szczegółowe informacje o obszarze Europy wraz z Polską (ważniejsze miejscowości i drogi). Nie czekając ani chwili dłużej, uruchomiłem program do zarządzania i wgrywania map na urządzenia Garmina – MapSource - i zabrałem się za wgrywanie szlaków i map topograficznych Ślęzy. Pewnym zaskoczeniem może być fakt, że w zestawie znajdziemy jedynie kabel szeregowy (COM). Nowsze komputery, zwłaszcza notebooki, nie mają już takiego gniazda i potrzebna będzie przejściówka USB-COM.

Cena Legenda jest bardzo atrakcyjna, bowiem dopłacając 200 złotych różnicy w stosunku do “Żółtka” (Etrex Legend kosztuje
699zł), otrzymujemy znacznie lepszy ekran, możliwość wgrania map topograficznych oraz szereg funkcji takich jak: Fazy księżyca, kalendarz, kalkulator, typowanie najlepszych terminów na połowy ryb i obliczanie powierzchni pól.
Garmin 60CSx:Najciekawsze urządzenie zostawiłem na koniec. GPSmap 60CSx z zewnątrz przypomina radiotelefon. Ma dużą, masywną, gumowaną antenę z przetłoczonym napisem GPS oraz znacznie większy niż u poprzedników i co najważniejsze, kolorowy (256 kolorów) wyświetlacz. Obudowa sprawia wrażenie bardzo szczelnej dzięki gumowym uszczelkom, umieszczonym wszędzie, gdzie tylko to możliwe. “Żółtek” i Legend zresztą są podobnie zabezpieczone. Szkoda, że po bokach nie ma już ‘prążków’ jak to było w przypadku eTrexów. Dzięki nim urządzenie trzymało się pewniej i stabilniej w ręce. Dół urządzenia okupuje duży i wygodny gumowy joystick w towarzystwie ośmiu innych przycisków odpowiedzialnych za poszczególne funkcje.
(Grube gumowe zatyczki i uszczelki wokół baterii).Oprócz bogatego wyposażenia: kabla USB, klipsa do spodni, smyczy, oprogramowania, sterty instrukcji i GPMapy, samo urządzenie prezentuje ciekawe rozwiązania. Znajdziemy w nim bowiem barometr, elektroniczny kompas i wysokościomierz. Za łapanie sygnału odpowiedzialny jest moduł SiRF Star III, więc czułości odbiornika nie mogę nic zarzucić. Nawet leżąc parę metrów od okna, łapał sygnał z czterech satelitów W warunkach górskich było to od 6 do 10. Ponieważ w komplecie otrzymałem GPMapę 4.0 (z darmową możliwością aktualizacji na wersję 5.0), mogłem nareszcie w pełni wykorzystać wszystkie walory 60CSx. Podczas wyjazdu z Wrocławia do Sobótki GPMapa co chwila chciała mnie prowadzić w przeciwną stronę (przez ulicę Ołtaszyńską), natomiast AutoMapa wytyczała poprawną trasę. Co śmieszniejsze, po wyliczeniu nowej trasy, Garmin dalej chciał mnie zawrócić do poprzedniego miejsca, a nie kontynuować dalszą trasę. Legend, choć również zawierający mapy, nie przyda nam się w samochodzie z powodu braku funkcji autoroutingu (automatycznego wyznaczania trasy po istniejących drogach). 60CSx nie ma wbudowanego głośnika, więc nie usłyszymy lektora informującego nas o manewrach. Nasze ucho wyłapie za to dźwięk bippera, odzywającego się odpowiednio wcześniej, przed każdym manewrem. W drodze powrotnej GPMapa zaprowadziła mnie pod sam dom, tą samą drogą, która została wytyczona przez AutoMapę. Po dobrnięciu na parking pod Śleżą zacząłem prawdziwy “survival z GPS-em”. Ustawiłem prowadzenie na sam szczyt (750 m n.p.m.), a start był na 240 metrze. Wysokość wskazywana przez GPS zgadzała się z poziomicami na wgranej mapie Ślęzy. Po długotrwałym i męczącym marszu znalazłem się na szczycie. Krótki odpoczynek i czas zejść. Mogłem w końcu skorzystać z wszystkich urządzeń, gdyż mój ślad zaczynający się od waypoint-u zaznaczonego na parkingu został przez nie zapisany. Wszystkie trzy prowadziły dokładnie tak samo. W CSx-ie wyglądało to o wiele ładniej - widziałem wszelkie szczegóły kartograficzne, poziomice i w każdej chwili mogłem oddalić mapę, by sprawdzić pobliską okolicę. eTrexy prowadziły mnie po wcześniej zapamiętanej drodze. Był to pusty ekran, na którym po grubszej linii (zapamiętana trasa) przemieszczał się wirtualny ludek (moja bieżąca pozycja). Wadą 60CSx jest jego skomplikowana obsługa. Nawet ja, nieco zorientowany w tej tematyce, miałem duże problemy z wytyczeniem trasy, mimo w pełni spolszczonego menu we wszystkich urządzeniach. Dopiero po paru godzinach znałem urządzenie na tyle, by wyznaczyć trasę, jednak jest to za mało, by poznać w całości jego funkcje.

Po powrocie z wycieczki sprawdziłem wodoodporność tych urządzeń. Wiem jak to jest w praktyce - mimo że producent deklaruje 100-procentową wodoodporność, to często boimy się wrzucić sprzęt o wartości ponad 3000 zł. Ja jednak twierdzę inaczej: skoro Garmin gwarantuje odporność swoich produktów na zanurzenie w wodzie (do 1 m głębokości, do 30 minut), to czas to sprawdzić w pełnym słowa tego znaczeniu:

Chwilowe zanurzenie w wodzie i „płukanie” sprzętu pod kranem nie zaszkodziło żadnemu odbiornikowi. Skoro wszystko poszło pomyślnie, wrzuciłem Garminy do wanny pełnej gorącej wody (60 stopni) i zostawiłem na całą noc, przekraczając tym samym normę IPX7, deklarowaną przez producenta. Szkoda, że urządzenia nie unoszą się na wodzie (jak te z serii 72/76) - w końcu jak GPS wpadnie nam do jeziora, to nie ma już szans na jego wydobycie. Długotrwałe leżenie w zimnej i gorącej wodzie nie spowodowało uszkodzeń urządzeń. Trzeba jednak pamiętać, by po takim potraktowaniu osuszyć komorę baterii. Nawet niekontrolowany upadek z wysokości metra jest niczym dla Garmina. Mogę zatem stwierdzić, że są to urządzenia może zdecydowanie trudne do zniszczenia. Od wielu użytkowników dochodzą jednak sygnały o odklejaniu się bocznej uszczelki w eTrexach. Na szczęście Garmin uwzględnia reklamacje, przesyłając zestaw naprawczy.
Wykop
Gwar.pl
Podobne tematy