PN6000 to prototyp nowego urządzenia nawigacyjnego marki VDO Dayton. Przyciąga uwagę dużym, ponad 5,5-calowym, panoramicznym wyświetlaczem. Jego zastosowanie wyjaśnia umieszczony obok symbol DVB-T. Jest to bowiem urządzenie z tunerem telewizji cyfrowej.

Urządzenie, poza wielkością ekranu, nie różni się specjalnie od innych PNA. Po wzięciu do ręki czuć jego sporą masę - 425 g. Na bocznych ściankach znajdziemy gniazda karty SD, zasilające, słuchawkowe i USB. Z tyłu umieszczono gniazdo anteny zewnętrznej i dwa gniazda anten telewizyjnych (dołączonych do zestawu). U dołu jest też gniazdo przypominające łącze
synchronizacyjne w telefonie komórkowym. Może ono się łączyć z bardziej rozbudowanym uchwytem samochodowym, jednak ten, który dołączono do zestawu, jest zwykłym kawałkiem plastiku bez żadnych styków. Ciekawostką jest mała plastikowa “szufladka” wysuwana z dolnej części tylnej ściany PN6000. Jest ona podpórką, pozwalającą postawić Daytona na stole, gdy pełni on rolę miniaturowego telewizora poza samochodem.
W samochodzie oczywiście korzystamy z uchwytu. Jest on dość spory, ale proporcjonalny do urządzenia i stabilny. Można go regulować za pomocą dwóch prostych przegubów, blokowanych pokrętłami. Część chwytna ma niewielkie szyny, wchodzące w zagłębienia tylnej ściany urządzenia. Aby wyjąć PN6000 z uchwytu, należy dość solidnie pociągnąć go w górę.
Po włączeniu szybko wszedłem w menu “Multimedia”. Możliwości są duże - odtwarzacz muzyczny i filmowy, przeglądarka zdjęć, gry (Blockbuster, przypominający połączenie “kulek” i Tetrisa, oraz Sudoku) oraz to, co najciekawsze - telewizja cyfrowa DVB-T. Kiedyś czytałem o testach tej technologii w Polsce, więc spodziewałem się wreszcie zobaczyć, jak to wygląda. Niestety, 60-kanałowy tuner nie odebrał żadnego sygnału. Szybkie poszukiwania w Googlach sprowadziły mnie na ziemię - testy DVB-T we Wrocławiu trwały ok. 3 lat, było dostępnych kilka programów, ale wszystko to zakończyło się ponad pół roku temu i nie widać szans na kontynuację. Kiedyś to się na pewno przyjmie (Polska jest zobowiązana przez UE do przejścia na system cyfrowy), ale na razie pozostaje nam kablówka w domu oraz filmy odtwarzane z kart SD. Jakość ich odtwarzania nie jest rewelacyjna - mimo przekątnej 5,6 cala ekran ma rozdzielczość tylko 480×234 piksele, a więc porównywalną z niespełna 4-calowymi palmtopami (i to tymi słabszymi, bo nierzadka jest rozdzielczość 640×480).

Wracamy do menu głównego i zabieramy się za nawigację. Dayton jest wyposażony w mapę Europy firmy Navteq. Na Zachodzie, rzecz jasna, sprawdza się ona znakomicie. Na obszarze Polski oferuje zaś co najmniej dobrą jakość odwzorowania rzeczywistości. Siatka dróg i ulic jest bardzo rozbudowana. Pod względem zawartości i aktualności odpowiada ona garminowskiemu City Navigatorowi 2008. I tak jak w CN, można się spodziewać problemów z wyszukiwaniem przejezdnej drogi - mapy te nie odróżniają niewielkich dróg asfaltowych od leśnych duktów. W Garminie lekarstwem na to jest GPMapa, a w Daytonie po prostu trzeba uważać.

Nieco gorzej od Navteqa swoją część pracy wykonał producent sprzętu. Podczas przeglądania mapy daje się odczuć wyraźne opóźnienie reakcji - najpierw przesuwam palcem po mapie, po chwili słyszę mający temu towarzyszyć “klik”, a dopiero na końcu mapa się przesuwa. Co gorsza, podobne opóźnienie w przerysowywaniu mapy występuje podczas jazdy. Po zakręcie owszem, obraca się strzałka symbolizująca samochód, ale mapa jeszcze przez kilka sekund nie zmienia orientacji. Dezorientuje to kierowcę, który po zakręcie ma ochotę zobaczyć, co będzie dalej, a widzi planowaną trasę… prowadzącą w bok, a nie naprzód. Nieciekawa jest przy tym szata graficzna mapy z cienkimi, szarymi ulicami i tandetnymi chmurkami na horyzoncie. Nazwy ulic są pisane zawsze poziomo, a więc bardzo rzadko równolegle do samych ulic. Na szczęście wskazówki nawigacyjne po prawej stronie ekranu są dobrze czytelne. Na dole jest też sześć konfigurowalnych pól danych, ale te są już zbyt małe, by dało się z nich wygodnie korzystać.

Wyznaczanie celu podróży odbywa się typowo - przez podanie adresu, wybór punktu na mapie, wyszukanie POI lub wpisanie współrzędnych geograficznych. Niestety, nigdzie nie znalazłem sposobu wprowadzania punktu pośredniego. Urządzenia z serii Garmin Nuvi, umożliwiające wprowadzenie tylko jednego takiego punktu, są za to ograniczenie mocno krytykowane (chociaż jeden punkt przeważnie wystarcza), więc bardzo się dziwię, że w zaawansowanym na pozór urządzeniu jest z tym jeszcze gorzej. Wraz z urządzeniem nie otrzymaliśmy instrukcji, która mogłaby rozwiać wątpliwości, niemniej uważam, że tego rodzaju sprzęt powinien być na tyle prosty i intuicyjny w obsłudze, żeby studiowanie dokumentacji nie było konieczne. A wykorzystawszy wszystkie potencjalne, przychodzące mi do głowy, logiczne i intuicyjne sposoby wprowadzenia punktu pośredniego, niestety nie osiągnąłem sukcesu. Za każdym razem Dayton zapominał o wyznaczonym ostatecznym celu podróży, a nawigacja “po kawałku”, od punktu do punktu, nie jest wygodna.
Podczas tworzenia polskiej wersji językowej zaoszczędzono na lektorze. Komunikaty głosowe zostały nagrane z wykorzystaniem syntezatora mowy, przez co są one nienaturalnie intonowane i nieprzyjemne w odbiorze. Niemniej dostarczają prawidłowych informacji o planowanych manewrach.

Menu PN6000 obsługuje moduły Bluetooth (umożliwiający wykorzystanie go jako zestawu głośnomówiącego) oraz TMC (dostarczający informacji o sytuacji na drodze). Moduły te nie są jednak wbudowane w urządzenie, lecz w opcjonalny, aktywny uchwyt samochodowy. Mylące jest, że wchodząc w te opcje menu nie otrzymujemy żadnej informacji o tym, że funkcje te nie będą działać w podstawowym zestawie. One po prostu nie działają i kombinuj, użytkowniku, dlaczego tak jest. W testowanych niedawno urządzeniach Route 66 zastosowano podobne rozwiązanie sprzętowe, ale tam funkcje niedostępne ze standardowym uchwytem były nieaktywne w menu.
Jedyną zaawansowaną funkcją, która działa, jest automatyczna regulacja jasności ekranu. Przy słabym oświetleniu ekran jest przyciemniany, żeby nie oślepiał, a w pełnym słońcu rozjarza się maksymalnie, żeby dało się coś zobaczyć. Czujnik znajduje się na górnej części obudowy. Niestety, podobnie jak wszystko w Daytonie, także sterowanie jasnością działa powoli i trzeba czekać nawet kilkanaście sekund, żeby ekran uzyskał docelową jasność.
Prototyp trafił do nas w “opakowaniu zastępczym”, bez instrukcji i innej dokumentacji. Dlatego sposób jego obsługi musiałem rozszyfrować sam. Przeważnie było to łatwe, chociaż zdarzyły się też wyjątki. Trudno mi powiedzieć, czy problemy z niektórymi funkcjami wynikały z tego, że miałem do czynienia z prototypem, czy po prostu nie wpadłem na właściwy sposób ich obsługi.

PN6000 to urządzenie jeszcze nie na obecne czasy w Polsce. Tego typu gadżety będą miały sens, kiedy sygnał telewizji cyfrowej stanie się w u nas powszechnie dostępny. Niestety, obecna sytuacja w tej dziedzinie nie pozwala prognozować, kiedy to się stanie. Można jednak przypuszczać, że wtedy dostępne już będą odbiorniki GPS z DVB-T lepsze od PN6000. Bo chociaż tuner telewizyjny i wielkość ekranu sugerują, że Dayton jest urządzeniem z górnej półki, to reszta jego funkcji i właściwości temu przeczy.
Wykop
Gwar.pl

(7 głosów) 


