Urządzeń z kategorii tzw. elektroniki użytkowej nie należy kupować pod wpływem impulsu. Są one raczej kosztowne, co nie sprzyja nagłym decyzjom. Co ważniejsze jednak, po zakupie korzystamy z nich praktycznie codziennie, więc warto rozważyć wszelkie kwestie związane z komfortem użytkowania. Podczas tych rozważań dojdziemy do wniosku, że nie warto przesadnie oszczędzać. Tymczasem ceny spadają, więc lepiej kupić lepszy model, ale… może później? Z drugiej strony, ile można czekać? Kiedy jest ten właściwy moment?

760-prawa.jpgObserwując od wielu lat rynek elektroniki użytkowej, początkowo jako zwykły klient, a później także jako analityk, doszedłem do wniosku, że można wyróżnić cztery fazy rozwoju takiego rynku. Dla osoby rozważającej zakup ważna jest orientacja, w której fazie znajduje się dany segment rynku. Pozwala ona podjąć decyzję, której po paru miesiącach nie będziemy żałować.

Faza 1: Tylko dla wybranych. Wybrana klasa urządzeń wychodzi z testów i pierwsze egzemplarze trafiają do sklepów. Prasa zachłystuje się nowinkami, a my zaczynamy gdzieniegdzie słyszeć, że znajomy znajomego sobie coś takiego kupił i wszyscy mu zazdroszczą. Sprzęt jest jednak na tyle drogi, że sami nie myślimy nawet o zakupie.

Faza 2: Oswajanie rynku. Urządzeń robi się coraz więcej, a przy tym wyrastają one z “chorób wieku dziecięcego”. Przybywa funkcji - bardziej lub mniej przydatnych. Ceny utrzymują się na wysokim poziomie, a magnesem przyciągającym do zakupu jest rosnąca atrakcyjność sprzętu.

Faza 3: Zjazd cenowy. Przy istniejącym zestawie funkcji i cenach nie da się już sprzedać więcej urządzeń, a nowe funkcje nie wzbudzają już zainteresowania klientów. Trzeba więc obniżać ceny. Urządzenia upowszechniają się, kupuje je niemal każdy, a niektórzy mają więcej niż jedno (zwłaszcza jeśli pierwsze kupili w fazie 1 lub 2).

Faza 4: Hipermarket. Żeby jeszcze bardziej obniżyć cenę i znaleźć kolejnych klientów, trzeba poszukać oszczędności w produkcji. Pojawiają się urządzenia tanie, ale pochodzące od nieznanych producentów, lub z firm zajmujących sie dotychczas innymi gałęziami rynku. Ograniczana jest funkcjonalność urządzeń, a jakość niektórych modeli pozostawia wiele do życzenia. W poszukiwaniu oszczędności łatwo natknąć się na bubel.

smartgps3.jpg

Każda faza sprzyja zakupom, ale zachęca inną grupę klientów. Miłośnicy nowinek technicznych, zwłaszcza ci zamożniejsi, za punkt honoru stawiają sobie zakup w fazie 1. Podchodzą oni do sprzętu w dużą życzliwością i znawstwem, więc są w stanie przymknąć oko na problemy “wieku dziecięcego” - wąski zakres funkcji, kłopoty z konfiguracją itp. Ich opinie, przekazywane producentom, ułatwiają wejście w fazę 2.

vista1.jpgW fazie 2 rynek jest ukierunkowany na tych, którzy płacą i wymagają. Użytkowanie urządzeń nie wymaga już fachowej wiedzy, gdyż skrystalizował się funkcjonalny interfejs użytkownika, dający łatwy dostęp do podstawowych funkcji. Na forach internetowych można znaleźć wiele ciekawych informacji i pomoc w razie problemów. Wciąż jednak trzeba wyłożyć grubszą kasę, żeby cieszyć się nową zabawką. Sprzęt kupiony w fazie 2, w przeciwieństwie do poprzedniej, stosunkowo wolno ulega “moralnemu starzeniu”, czyli wystarczy nam na lata.

W fazie 3 nagradzani są cierpliwi. Wystarczy poczekać kilka miesięcy, by spełnić marzenia o nowym sprzęcie. Nie muszą przy tym rezygnować z wysokiej jakości i funkcjonalności. Po nieco dłuższym czasie okazuje się nawet, że sprzęt kupiony w fazie 3 jest nie tylko znacznie tańszy, ale i lepszy od tego, co oferowano jeszcze np. rok temu.

Faza 4 to już “dopychanie” rynku. Sprzęt oferowany jest osobom, które tak naprawdę nigdy o nim nie marzyły i nie znają się na nim. Skoro jednak wszyscy wokół już coś takiego mają, a zakup nie stanowi poważnej pozycji w budżecie, to niejeden się skusi. W tej fazie wiele osób kupuje także urządzenia nie dla siebie, ale jako prezenty. Nawet jeśli trafi się bubel, to nie nasz problem.

W dziedzinie urządzeń GPS faza 3 jest już w pełnym rozkwicie, a wiele wskazuje na wchodzenie w fazę 4. Moim zdaniem jest to najlepsza pora na zakup własnego nawigatora. Na pewno urządzenia tej klasy będą przebojem okresu świątecznego. Jedni kupią GPS dla siebie, aby ułatwić sobie zimowe wojaże. Inni uszczęśliwią nim najbliższych. Biznes kręci się na najwyższych obrotach. Ale co się stanie, kiedy miniemy ten szczyt?

avn2210-004.jpg

Zainteresowanie typowymi GPSami po osiągnięciu fazy 4 będzie spadać. Na horyzoncie są jednak już kolejne klasy urządzeń, które korzystają z tej technologii. Telefony z GPSem są już w fazie 2, a lokalizatory osobiste - w pierwszej. Wkrótce będziemy obserwować upowszechnianie sie tych urządzeń. Na swoją kolej czekają przedmioty codziennego użytku uzupełnione o moduł GPS - np. dodanie go do aparatu fotograficznego pozwoli dołączać do zdjęcia informacje nie tylko o czasie, ale i miejscu wykonania go. Nowej fali zainteresowania klasycznymi GPSami możemy się spodziewać po wejściu do użycia europejskiego systemu Galileo. Równie dobrze może się on jednak okazać niewypałem, ślepą uliczką rozwoju. Pożyjemy, zobaczymy. Na razie proponuję wykorzystać właściwy moment, by sprawić sobie GPS.

       Wykop  Gwar.pl   

Podobne tematy

  • Podobne tematy