Nowy Geosat 6 ma zadatki na bycie jednym z najlepszych zestawów nawigacyjnych na rynku. Pod warunkiem, że jego oprogramowanie zostanie dopracowane.

W pierwszej chwili Geosat 6 nie robi piorunującego wrażenia. Owszem, wygląda elegancko z czarnym, błyszczącym obramowaniem ekranu. Ekran ten ma panoramiczne proporcje, co już nie szokuje. Jego przekątna jest o pół cala dłuższa niż u większości konkurencji i wynosi 4,8″, ale rozdzielczość jest typowa: 480×272 punkty. Typowy zestaw gniazd u dołu i po bokach. Ciekawie zaczyna się robić, kiedy spojrzymy na tył urządzenia. Znajduje się tam wyraźna, okrągła wypukłość, pasująca do wgłębienia w uchwycie samochodowym. Nie widać jednak żadnych zatrzasków, przycisków i tym podobnych elementów, jakie dotychczas znajdowałem w każdym tego rodzaju połączeniu. Montaż Geosata 6 na uchwycie jest genialnie prosty - przykładamy urządzenie i… reszty dokonują magnesy. Żadnego przyciskania, zahaczania, wsuwania czy podważania. Zdjęcie z uchwytu jest równie proste - pociągamy i magnesy puszczają. Nie znaczy to jednak, że są słabe - Geosat ani razu nie opuścił uchwytu samodzielnie.

Sam uchwyt jest pokaźny i ma trzy przeguby. Dwa z nich mają po jednym stopniu swobody i są blokowane śrubami zaciskowymi. Służą do przybliżonego ukształtowania ramienia. Ostatecznej regulacji dokonujemy przegubem kulowym o trzech stopniach swobody, który pozwala na odchylenia po ok. 20 stopni w każdą stronę i dowolne przechylenie wokół osi podłużnej. Jego również można zablokować śrubą, jednak pozostawienie na niej niewielkiego luzu pozwoli na niewielkie, szybkie korekty położenia, i to bez ryzyka niekontrolowanego “zwiśnięcia” Geosata.
Warto przy okazji zauważyć, że Geosat jest wyposażony w jeden zestaw styków na połączeniu z uchwytem, natomiast sam uchwyt - w dwa. Dzięki nim urządzenie rozpoznaje, czy zostało zamontowane w pozycji poziomej, czy pionowej. Pozycję ekranu możemy zmienić w dowolnym momencie, także podczas pracy, a Geosat natychmiast przystosuje układ wyświetlacza. Przez styki urządzenie jest także zasilane z kabla podłączonego do uchwytu. Kabel zapalniczki również zaskakuje. Jest miękki i wiotki, w dotyku przypomina sznurówkę. Dotychczas spotykałem się z kablami poskładanymi jak stolarska linijka lub pozwijanymi jak przewód telefoniczny. “Sznurówka” jest od nich znacznie lepsza - nie plącze się, nie sterczy w okolicy dźwigni zmiany biegów, ani nie przeszkadza w obsłudze radia - po prostu spływa bokiem konsoli centralnej, nie sprawiając najmniejszych problemów. Nigdy bym nie pomyślał, że mając na codzień kontakt z tak nowoczesnymi urządzeniami, jak odbiorniki GPS, tyle zachwytów poświęcę kawałkowi drutu, ale ten naprawdę jest tego wart.

W zestawie znajdziemy także zupełnie zwyczajną ładowarkę sieciową. Co ciekawe, obie ładowarki różnią się wtyczkami - samochodową podłączamy do uchwytu, a sieciową bezpośrednio do Geosata. Inaczej się nie da. Ostatnim elementem zestawu jest etui - z zewnątrz skórzane, wewnątrz welurowe, zamykane magnetycznie. Z tyłu ma zaczep do mocowania na pasku. Jest nawet zabezpieczenie przed zsunięciem się. Kolejny drobiazg przemyślany do samego końca - brawo!

Popodziwiawszy szczegóły konstrukcji i wyposażenia, włączamy urządzenie małym suwaczkiem. Trzeba to tego użyć czegoś szpiczastego, np. końcówki długopisu. Geosat uruchamia się dość długo i nawet gdy widzimy już menu główne (z wejściami do programu nawigacyjnego i odtwarzacza multimediów), trzeba jeszcze chwilę poczekać, aż zacznie reagować na klikanie przycisków. Program nawigacyjny jest spolszczony, ale nie do końca - niektóre komunikaty są po angielsku. Zdarzają się też błędy (literówki). Niemal na środku menu głównego mamy napis “Wyszyść trasę” - czy nikt u producenta nie czyta, co jest napisane pod obrazkami? Mylące jest też tłumaczenie niektórych komend. Na przykład podczas kasowania POI użytkownika otrzymujemy komunikat: “Naciśnij Akceptuj aby usunąć lub Kasuj aby nie usuwać”. Czyli jak naciśniemy “Kasuj”, to niczego nie skasujemy. Prościej byłoby opisać klawisze tradycyjnie: “OK” i “Anuluj”. Kolejna zasadzka czeka na nas w “Ustawieniach mapy”: na ekranie nr 3 mamy “Auto Zoom” - “wył.” lub “wł.” (miejsca jest dość na całe słowa, ale zastosowano skróty; nie w tym jednak problem). Natomiast na ekranie nr 4 jest “Skala mapy” i przyciski “wł.” lub”wył.”. Pomijając to, że nie bardzo wiadomo, co w skali mapy można włączyć lub wyłączyć, to chyba logiczniej byłoby zachować ustaloną kolejność przycisków, nieprawdaż?

Testowany egzemplarz Geosata 6 został wyposażony w dokładne mapy Europy Wschodniej (m.in. z Obwodem Kaliningradzkim i byłą Jugosławią) i przejazdowe mapy reszty kontynentu. Niestety, nawigacja jest możliwa tylko na obszarze 19 krajów lub ich fragmentów, objętych dokładnymi mapami. Dzięki modułowi odbiorczemu SiRFstarIII urządzenie szybko określa pozycję i stabilnie ją utrzymuje. Nawigację rozpoczynamy od wyboru celu podróży. Jest ona wygodna - mamy tu wybór adresu, POI, Ulubionych, współrzędnych… Bardzo dobrze rozwiązano wybór celu z mapy - wystarczy “z grubsza” wybrać miejsce na mapie, by jednym kliknięciem uzyskać pobliskie POI i adresy. Niestety, bardzo często zdarza się, że po wydaniu polecenia “Jedź do”… nic się nie dzieje. Trzeba wówczas wejść do menu i użyć polecenia “Przelicz ponownie do celu”. Dopiero wtedy Geosat zaczyna prowadzić nas do celu.

Widoczna na mapie siatka ulic narysowana jest dość cienkimi, w większości szarymi liniami. W niektórych miejscach wydają się one krzywe, nierówne, jakby niechlujnie narysowane. Główniejsze drogi są żółte lub pomarańczowe, zgodnie z ogólnie przyjętą na mapach samochodowych konwencją. Nie wiedzieć czemu jednak, autostrady są zielone. Trasa wyznaczona przez Geosata jest narysowana grubą, również zieloną krechą. Mogłaby być częściowo przezroczysta, żeby nie zasłaniała drogi, po której przebiega. Manewry zaś oznaczone są solidnymi, czerwonymi strzałkami. Są one tak grube, że często przypominają bezkształtną plamę i bardziej przeszkadzają niż pomagają w nawigacji. Estetykę połączenia koloru czerwonego z zielonym pomijam - to rzecz gustu. Podczas jednej z symulacji mapa nie włączyła się - było widać jedynie białe pole.

Seria manewrów pod hipermarketem. Na ekranie: pomidory ze szczypiorkiem
Podczas nawigacji ujawnia się jeszcze jedna zaleta sprzętowa Geosata. Daje on sobie bowiem radę nawet w warunkach, kiedy nie ma dostępu do satelitów - na krytych parkingach i w tunelach. Jest to możliwe dzięki trybowi inercjalnemu Dead Reckoning. Wbudowane czujniki przyspieszeń wyczuwają ruch nawet kiedy moduł satelitarny o nim nie informuje. Niestety, tryb ten powoduje narastających błędów pomiaru, dlatego po kilkunastu sekundach manewrowania po parkingu Geosat uznaje ostatecznie, że się pogubił i wyłącza uaktualnianie pozycji do czasu odebrania sygnału GPS.
Kolejnym ciekawym rozwiązaniem jest czujnik światła zewnętrznego. Pozwala on płynnie dostosowywać siłę podświetlenia ekranu tak, by nie raziło w półmroku, a w pełnym słońcu pozwalało bez trudu dostrzec wszystko na ekranie. System działa sprawnie i nie “szaleje” podczas nagłych, chwilowych zmian warunków oświetleniowych.
Ergonomię obsługi Geosata 6 można ocenić dość wysoko. Na szczególną pochwałę zasługuje możliwość bezpośredniego przejścia z niemal każdego ekranu na mapę. Ekran nie jest przeładowany informacjami, a wybór opcji nie wymaga szczególnie precyzyjnego stukania w ekran. Obok mapy znajdują się trzy pola danych, których zawartość można wybrać spośród 15 parametrów.

Niestety, w trakcie testowania różnych ustawień Geosat nagle wygenerował komunikat o błędzie oprogramowania. Próba zamknięcia go nic nie dała - sprzęt się zawiesił. Nic to - resetujemy. Po ponownym włączeniu programu sytuacja natychmiast się powtórzyła. Nic nie pomagało nawet przetrzymanie urządzenia w zawisie aż do wyczerpania baterii. Zadzwoniłem do dystrybutora i dowiedziałem się, że jest możliwość głębszego resetu (nie opisana w instrukcji), ale i ona nie pomogła. Pozostało ponowne wgranie oprogramowania. Błąd pojawia się po próbie ustawienia funkcji alarmu (np. zbliżania do wybranych punktów lub przekroczenia pewnej prędkości). Problem jest znany producentowi i można liczyć na rychłe jego (i innych) rozwiązanie.

Podczas jednej z symulowanych jazd testowych (Wrocław - Kaliningrad) mapa nie włączyła się - było widać jedynie białe pole. Znowu resety na nic się zdały. Pomogło dopiero ponowne odtworzenie plików na karcie pamięci. Ciekawe, jakie jeszcze opcje powodują tak poważne awarie. Na razie odradzam bawienie się rzadziej używanymi funkcjami podczas dłuższych wyjazdów, jeśli nie zabieramy ze sobą komputera z zapasową kopią pamięci Geosata.

Wielka szkoda, że niemal doskonałe pracowanie sprzętu zostało zniweczone przez nieudolność programistów. Gdyby nie to, Geosat 6 mógłby konkurować z najlepszymi produktami na rynku. Być może po dopracowaniu oprogramowania jeszcze nadejdą dla niego dobre czasy, oby nie za późno, bo konkurencja nie śpi. Na razie jednak odradzam dalsze podróże z nawigatorem, który z byle powodu potrafi się nieuleczalnie rozchorować.
Wykop
Gwar.pl

(14 głosów) 



styczeń 17, 2008
No Panie Rav, gdybys go na koncu nie zjechal, to bym pomyslal, ze lapuwkarstwo sie szerzy wsrod bloggerow :).. BRAWO. Kolejny swietny test.
styczeń 17, 2008
Odczułem to samo jak kupiłem laptopa dell inspiron e1505, sprzęt świetny, ale preinstalowana vista - szkoda gadać. Na szczęście istnieje coś takiego jak ubuntu, ulga niesamowita
styczeń 21, 2008
co to jest ubuntu?
styczeń 29, 2008
System operacyjny Linux Ubuntu.