Samochodowe zestawy nawigacyjne oferują coraz więcej funkcji i prezentują coraz bogatsze informacje. Gdzie leży granica przesady? A może już została przekroczona?

Trójwymiarowe budynki potrafią zasłonić większość mapy
Jest zrozumiałe, że urządzenie oferujące więcej funkcji wydaje się atrakcyjniejsze. Nieważne nawet, że te funkcje bywają zupełnie bzdurne. Z czasów szkoły podstawowej pamiętam zegarki elektroniczne z siedmioma melodyjkami - kto taki miał, stawał się kimś. Nie wiem, ile melodyjek mają współczesne zegarki, ale obecnie trudno znaleźć gadżet, którego twórcy nie próbowaliby przyciągnąć klienta podobnymi bzdurami.

Odbiorniki Nuvi to przykład oszczędnej informacji na ekranie
Pół biedy, jeśli od nadmiaru wodotrysków nie pogarsza się np. bezpieczeństwo. Ale zjawisko to ma też miejsce w przypadku urządzeń GPS, które na bezpieczeństwo jazdy mogą mieć duży wpływ. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem odwracania uwagi kierowcy od normalnego prowadzenia pojazdu. Dobrze zaprojektowana nawigacja powinna wręcz ułatwiać skupienie się na drodze, zmniejszając stres związany z poszukiwaniem właściwego kierunku. Kluczowe znaczenie ma tu dopracowanie komunikatów głosowych i przejrzysty, a więc oszczędny, obraz. Na ekranie ma być tylko to, co niezbędne, aby w ciągu ułamka sekundy kierowca mógł odczytać potrzebną mu informację.

Navigon 8110. Dużo wszystkiego, ale przecież to nie telewizja!
No właśnie. Czy do niezbędnych informacji należy np. trójwymiarowe przestawienie budynków (które i tak kiepsko odwzorowują rzeczywistość)? A może nazwy wszystkich widocznych ulic? A może konieczne jest narysowanie znaku ograniczenia prędkości, którego aktualności nigdy nie możemy być pewni? A może ok. 10 wartości liczbowych, prezentowanych w mikroskopijnych okienkach, jest kierowcy do czegokolwiek przydatne podczas jazdy? Brakuje tylko paska z niusami z TVN24… Jeśli się nad tym zastanowić, to gdybyśmy chcieli z tego wszystkiego korzystać (tzn. przyswoić te informacje), to szybko wylądowalibyśmy w rowie lub w bagażniku poprzednika. A skoro tych informacji nie przyswajamy, to są one zbędne i tylko przeszkadzają. Nie dajmy się nabrać na wodotryski.
Wykop
Gwar.pl

(3 głosów) 



styczeń 22, 2008
Przez chwilę zapałałam chęcią nabycia takiego ustrojstwa na rower(co by wiedzieć gdzie się jest w buszu). Odstraszyła mnie cena niewspółmierna do jakości gadżeta no i plotki jakoby satelita nie wybierał najkrótszej trasy…. tylko jakąś tam swoją wydumaną naokoło… Nie znam się na tym ale czuję,że to się może sprawdzać tylko przy sieci autostrad (których właściwie w Polsce nie ma) a nie na wiejskich drogach….
Niemniej jednak trzymam kciuki za tę technologię (w końcu niejednej osobie przysypanej lawiną pomogła).
styczeń 22, 2008
Satelita nie wybiera trasy… Istnieją specjalne GPSy na rower i turystyczne, które nadadzą Ci się lepiej niż przestawione tu urządzenia samochodowe. Zwłaszcza po załadowaniu mapy topograficznej. Nie wierz plotkom, GPS jest OK.
styczeń 22, 2008
Taka prawda, że na rowerze trudno używać odbiornika GPS, jaki by nie był…
Ja mam w trakcie jazdy problem z odczytaniem mapy z dygocącej mapy papierowej w ubranku na kierownicy, a co dopiero z 7 calowego wyświetlacza…
styczeń 24, 2008
Szanowny matipl, widziałeś może kiedyś 7-calowy wyświetlacz na rowerze? Mnie się wydaje, że byłoby to sporym utrudnieniem dla prowadzącego pojazd jednośladowy. No chyba, że lubisz oglądać komfortowo filmy podczas jazdy rowerem.