Nie jest tajemnicą, że urządzenia Garmin, kupowane za pośrednictwem jedynego oficjalnego dystrybutora w Polsce (firmy Excel ze Szczecina), są droższe od tych, sprowadzanych z USA innymi drogami i sprzedawanych np. na aukcjach internetowych i w niektórych sklepach. Decydując się na tańszy zakup, warto jednak pamiętać o tym, że oszczędność może być pozorna.

tecza1.jpg

Podstawowym problemem jest gwarancja. Excel konsekwentnie odmawia napraw gwarancyjnych sprzętu, który nie był kupiony za jego pośrednictwem. Co prawda awarie zdarzają się rzadko, ale obserwując fora internetowe można zauważyć, że większość kłopotów powodują odbiorniki importowane nieoficjalnie. Można przypuszczać, że niektórzy sprzedający na aukcjach oferują sprzęt niepełnowartościowy (np. z serwisów). Oferują niskie ceny, wiedząc, że w razie awarii klient z Polski nie będzie szukał ich za oceanem. Pół biedy, jeśli wraz ze sprzętem otrzymamy dowód zakupu, honorowany przez producenta. foto1.jpgGarmin lojalnie ostrzega, że np. dowód transakcji na aukcji internetowej nie uprawnia do korzystania z gwarancji. W takiej sytuacji naprawa jest niemal całkowicie nieopłacalna. Jeśli natomiast mamy prawo do naprawy gwarancyjnej, musimy na własny koszt (od 50 zł za zwykłą, nieubezpieczoną przesyłkę do 250 zł za przesyłkę kurierską) dostarczyć sprzęt do Wielkiej Brytanii. Naprawa potrafi trwać nawet trzy miesiące. Często równa się ona wymianie odbiornika na nowy, co może przysporzyć nam problemów z mapami, które były zarejestrowane na ten stary. Przeniesienie licencji po wymianie jest możliwe, ale może być kłopotliwe. Niesprawny odbiornik z Excela wystarczy dostarczyć do Szczecina lub któregoś z partnerów Excela, co znacznie ogranicza koszty, a sprawa zostanie załatwiona w ciągu dwóch tygodni. Przerejestrowanie map również jest prostsze. Co więcej, okres polskiej gwarancji wynosi dwa lata, a amerykańskiej - tylko rok od czasu zakupu (który mógł nastąpić znacznie wcześniej niż transakcja na aukcji).

Druga sprawa to polski język. Nowe odbiorniki Garmina są do tego stopnia zregionalizowane, że urządzenie z USA nie ma polskiego menu ani instrukcji w naszym języku. Instrukcję można dokupić w Excelu za 61 zł. W Internecie można także znaleźć nieoficjalne oprogramowanie, umożliwiające zmianę języka na polski. Problemy te da się zatem obejść, jeśli sie wie, jak.

vista1.jpgNiektóre odbiorniki mają także regionalną mapę bazową. Dotyczy to głównie odbiorników ręcznych (turystycznych), sprzedawanych bez map wgrywalnych. Mapy bazowej nie da się zmienić, więc jeśli nasz odbiornik pochodzi z USA, to w Europie zobaczymy tylko bardzo schematyczne granice państw i punkty symbolizujące największe miasta (w Polsce: Warsaw i Katowice). Europejska mapa bazowa zawiera nawet niewielkie miejscowości (aczkolwiek bez planów adresowych) i przydaje się do podstawowej orientacji w terenie i nawigacji. Osobiście wykorzystuję mapę bazową w lotach na paralotni, gdyż zawiera wystarczającą ilość informacji do zidentyfikowania tego, co widzę pod sobą, a jednocześnie nie zaciemnia obrazu. Dokładne mapy topograficzne lub GPMapę włączam dopiero na ziemi. Brak mapy bazowej wymusza wgrywanie dodatkowych map do pamięci urządzenia, a pamięci tej nigdy nie jest zbyt wiele (zwłaszcza w odbiornikach bez kart pamięci).

Przy okazji warto zwrócić uwagę, że jeśli planujemy używać GPMapy (najlepszej mapy Polski dla urządzeń nawigacyjnych) , to kupując odbiornik “tanio”, tracimy ok. 200 zł. GPMapa kupiona “luzem” kosztuje bowiem 349 zł, a w zestawie z odbiornikiem - tylko 150 zł. Zestawy GPS + GPMapa można kupić jedynie w sieci partnerów Excela.

nuvi-760.jpgCzy to się zatem opłaca? Trudno na to pytanie odpowiedzieć, gdyż trudno oszacować ryzyko awarii urządzenia i związanych z nią kosztów i niewygód. Każdy powinien przeliczyć je sam. Ceny sprzedaży są znane, ale trzeba pamiętać o doliczeniu kosztów wysyłki i cła. Jeśli mamy firmę, możemy odliczyć VAT i podatek dochodowy, co znacząco zbliża koszty zakupu drogą oficjalną i nieoficjalną. Jeśli zaś uwzględnimy owe 200 zł za GPMapę, to może się okazać, że już na starcie zakup “tańszego” GPSa w USA jest nieopłacalny. Do tego dochodzą obawy o to, co się stanie w razie awarii…

W ciągu pięciu ostatnich lat kupiłem trzy Garminy. Pierwszy z USA, na Allegro. Dwa kolejne już w polskim sklepie. Owszem, było drożej, ale spokojny sen też jest coś wart. Czwartego GPSa też kupię w Polsce.

       Wykop  Gwar.pl   

Podobne tematy